Poniższa treść pochodzi od Jamesa Stavridisa, felietonisty Bloomberga, emerytowanego admirała Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, byłego Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych NATO i emerytowanego dziekana Fletcher School of Law and Diplomacy na Tufts University
Jesteśmy na krawędzi niebezpiecznej przepaści na Bliskim Wschodzie. Richard Haass, były przewodniczący Rady ds. Stosunków Zagranicznych, powiedział mi w środę, że według niego znaleźliśmy się w „punkcie zwrotnym” w regionie. Jeszcze bardziej pesymistyczny pogląd był Thomas L. Friedman z „The New York Times”. To „moment czerwonego alarmu” – napisał.
Ale jeszcze przed izraelską kampanią przeciwko Hezbollahowi i przed zmasowanym odwetem Iranu za pomocą rakiet balistycznych często pytano mnie, jakie jest prawdopodobieństwo, że Bliski Wschód pogrąży się w wojnie regionalnej. Tak jak poprzednio, krótka odpowiedź brzmi: nikt nie wie. Jednak potencjał ekspansji konfliktu nigdy nie był większy od dziesięcioleci.
Jak wyglądałaby prawdziwa wojna regionalna na Bliskim Wschodzie? Jak konkretnie może to się rozwinąć – w powietrzu, na morzu i na lądzie? Czy Stany Zjednoczone nieuchronnie włączą się w konflikt?
W ciągu roku, jaki upłynął od ataku Hamasu na Izrael, przemoc i eskalacja militarna między Izraelem a Iranem (i jego pełnomocnikami) wplątały się w nierozwiązany cykl.
W kolejnym ruchu w tym śmiertelnym konflikcie Izraelczycy prawdopodobnie energicznie odpowiedzą na irańskie ataki rakietowe, które miały miejsce w tym tygodniu.
Chociaż irański atak jakimś cudem nie spowodował żadnych ofiar wśród ludności cywilnej, wielu izraelskich przywódców wyższego szczebla obiecało, że Iran „zapłaci za to”, jak powiedział Netanjahu. Może to obejmować naloty dalekiego zasięgu na około 1500 km spornej przestrzeni powietrznej na najbardziej wrażliwe części irańskiego programu nuklearnego, który jest celowo rozproszony po całym rozległym kraju.
Wymagałoby to załadowania bomb GBU-57 Bunker Buster na zmodyfikowane F-15 Strike Eagles i skomplikowanego tankowania w powietrzu.
Izraelczycy będą musieli uderzyć w wiele lokalizacji, z których 21 zostało ujawnionych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w tym Natanz, Fordow, Arak i Parchin. Istnieją oczywiście nieujawnione lokalizacje. Taki nalot wymagałby dziesiątek, jeśli nie setek samolotów. Niektóre obiekty nuklearne znajdują się 300 stóp pod ziemią.
Flota powietrzna potrzebuje również wyspecjalizowanych myśliwców, takich jak F-35, a także samolotów walki elektronicznej. Uzyskanie pozwolenia na lot nad krajami regionu może być trudne do osiągnięcia, co oznacza, że IDF może być zmuszone do czynienia z interwencją strony trzeciej z Syrii, Turcji, Iraku lub Azerbejdżanu.
System obrony powietrznej S-300, który Iran nabył od Rosji, oraz jego myśliwce MiG-29 i F-14 z czasów zimnej wojny nie są potężne, ale mogą skomplikować każdy atak.
Jeśli Izrael będzie kontynuował ataki powietrzne, reakcja Iranu będzie znacząca. Nie ma wątpliwości, że Hezbollah otrzyma rozkaz wystrzelenia jak największej liczby rakiet ziemia-ziemia. Być może w ostatnich tygodniach Izrael zniszczył lub zniszczył jedną trzecią ze 130 000 rakiet znajdujących się w arsenale przed konfliktem.
Gdyby jednak tylko połowa pozostałych rakiet została wystrzelona partiami w kierunku Tel Awiwu, Hajfy, obiektów wojskowych, obiektów Mossadu i politycznego centrum Jerozolimy, zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej byłyby znaczne, nawet biorąc pod uwagę potężny izraelski system obrony powietrznej.
Ponadto izraelski atak na Iran może doprowadzić do egzekucji przez Hamas pozostałych zakładników, których przetrzymuje po ostatnim ataku z 7 października. Terroryści mogą także próbować przeprowadzić wiele izolowanych ataków na terenie Izraela, takich jak zabicie siedmiu izraelskich cywilów i ranienie kilkunastu kolejnych w Jaffie na początku tego tygodnia. Możliwe jest również, że Huti w Jemenie nasilą ataki rakietowe dalekiego zasięgu.
Jednak głównym zagrożeniem jest odwetowy atak irańskiego rakiety balistycznej na Izrael, znacznie silniejszy niż wtorkowy atak. Gdyby Iran użył większości z 3000 rakiet balistycznych znajdujących się w jego arsenale, atak zniszczyłby izraelską obronę powietrzną i zalałby szpitale rannymi. Chociaż jakość utrzymania i ukierunkowania Iranu jest wątpliwa, ilość z nawiązką rekompensuje wiele błędów i niedociągnięć.
W międzyczasie Iran może przeprowadzić ataki dronów – tajne ataki na izraelskie obiekty nuklearne i siły powietrzne IDF zorganizowane przez irańskie szyickie bojówki w Syrii lub zachodnim Iraku. Może temu towarzyszyć poważny cyberatak.
Marynarka irańska, choć nie jest potężną siłą, może atakować zachodnie statki i, co najważniejsze, próbować zamknąć Cieśninę Ormuz. Wymagałoby to użycia min, łodzi motorowych i łodzi podwodnych: sprzętu, który Iran posiada i regularnie szkoli do tego zadania. Konsekwencje takiego posunięcia, polegające na zakłóceniu przepływu ropy i gazu, mogą wyniszczyć światową gospodarkę.
Poważne działania naziemne są mało prawdopodobne, przynajmniej początkowo. Iran ma milion żołnierzy w czynnej służbie, z czego około dwie trzecie pełni służbę czynną. Mając prawie 90 milionów młodych mieszkańców, może zgromadzić więcej żołnierzy i polegać na niektórych sojuszniczych milicjach w Syrii i Libanie. Czy mogliby rozpocząć ofensywę lądową przeciwko Izraelowi przez południowy Irak i Syrię?
Trudne do osiągnięcia, ale nie niemożliwe.
Stany Zjednoczone prawie na pewno zostaną wciągnięte w totalną wojnę między Izraelem a Iranem. Izraelczycy będą potrzebowali niezbędnego wsparcia bojowego: wywiadu najwyższego szczebla z samolotów i satelitów obserwacyjnych, wsparcia w walce w cyberprzestrzeni, zaawansowanej broni, tankowania w powietrzu.
Państwa arabskie będą starały się zachować neutralność, choć z pewnością z radością powitałyby upadek irańskich pełnomocników i spadek zdolności wojskowych. Türkiye będzie dziką kartą, ale może nie pozwolić żadnej ze stron na przejście lub wejście do baz tureckich.
Podsumowując, prawdziwa wojna regionalna między Izraelem a Iranem może zdewastować światową gospodarkę, zabić dziesiątki tysięcy żołnierzy i cywilów, wywołać chaos dyplomatyczny i wciągnąć Waszyngton w dokładnie to, czego desperacko chce uniknąć.
Izrael ma wszelkie powody, aby chcieć walczyć z Iranem. Jednakże nadmierna nienawiść do wroga może zaburzyć Twój osąd.
Izrael powinien skupić się na zniszczeniu wszystkiego, co posiada Hezbollah, zamiast kontynuować wojnę regionalną w celu ustanowienia sił pokojowych, osiągnięcia zawieszenia broni i uwolnienia zakładników w Gazie, a także w dalszym ciągu wykazywać siłę, aby zapobiec dalszej eskalacji sytuacji przez Iran;
Rzeczywiście, na Bliskim Wschodzie wprowadzono czerwony alarm.
Artykuł przesłany z: Golden Ten Data
