Bitcoin, internetowa waluta uwielbiana przez informatyków, libertarian i przestępców, nie jest już niezniszczalna. Jeszcze 3 lata temu wydawało się, że każdy może kupić lub sprzedać cokolwiek za pomocą Bitcoina i nigdy nie zostać wyśledzonym, nie mówiąc już o złapaniu, jeśli złamał prawo. „Jest całkowicie anonimowy” – tak ujął to jeden z komentujących na forach Bitcoina w czerwcu 2013 r. „FBI nie ma najmniejszych szans na odkrycie, kto jest kim”.
Federalne Biuro Śledcze (FBI) i inne organy ścigania nie zgodziły się z tą opinią. Ross Ulbricht, 31-letni Amerykanin, który stworzył Silk Road, rynek Bitcoin umożliwiający sprzedaż nielegalnych narkotyków o wartości 1 miliarda dolarów, został skazany na dożywocie w lutym 2015 r. W marcu skonfiskowano aktywa 28-letniego obywatela Czech Tomáša Jiříkovskiego; podejrzewa się go o pranie 40 milionów dolarów w skradzionych Bitcoinach. Dwa kolejne miały miejsce we wrześniu 2015 r.: 33-letni Amerykanin Trendon Shavers przyznał się do prowadzenia piramidy finansowej o wartości 150 milionów dolarów — pierwszego przypadku oszustwa związanego z papierami wartościowymi Bitcoin — a 30-letni Francuz Mark Karpelès został aresztowany i oskarżony o oszustwo i przywłaszczenie 390 milionów dolarów z obecnie zamkniętej giełdy walut Bitcoin Mt. Gox.
Większość użytkowników Bitcoina to przestrzegający prawa ludzie, których motywacją są obawy o prywatność lub po prostu ciekawość. Jednak anonimowość Bitcoina jest również potężnym narzędziem finansowania przestępstw: wirtualne pieniądze mogą utrzymać podejrzane transakcje w tajemnicy. Paradoks kryptowaluty polega na tym, że powiązane z nią dane tworzą ślad kryminalistyczny, który może nagle sprawić, że cała Twoja historia finansowa stanie się informacją publiczną.
Naukowcy akademiccy pomogli stworzyć systemy szyfrowania i oprogramowania, które umożliwiają istnienie Bitcoina; wielu z nich pomaga teraz organom ścigania łapać przestępców. Ci eksperci działają w nowej dziedzinie na styku informatyki, ekonomii i kryminalistyki, mówi Sarah Meiklejohn, informatyk z University College London, która współprzewodniczyła corocznym warsztatom na temat kryptografii finansowej na Barbadosie w zeszłym miesiącu. „Nie ma nas tak wielu” — zauważa. „Wszyscy się znamy”.
Kiedy Bitcoin pojawił się po raz pierwszy, funkcjonariusze organów ścigania „wpadli w panikę”, mówi Meiklejohn. „Uważali, że te technologie są niebezpieczne i utrudniały im wykonywanie ich pracy”. Jednak wraz z napływem aresztowań i wyroków skazujących „następuje stała zmiana w kierunku postrzegania kryptowaluty jako narzędzia do ścigania przestępstw”. Nawet w dziwnym nowym świecie Bitcoina, jak powiedział we wrześniu 2015 r. zastępca głównego doradcy prawnego FBI Brett Nigh, „śledczy mogą śledzić pieniądze”.
W przeciwieństwie do pieniędzy emitowanych przez rządy, Bitcoin nie ma Rezerwy Federalnej, pokrycia w złocie, banków ani fizycznych banknotów. Stworzony w 2008 roku w pracy naukowej przez wciąż nieznaną osobę używającą nazwiska Satoshi Nakamoto, Bitcoin „jest intelektualnym artefaktem”, mówi Patrick McDaniel, informatyk z Pennsylvania State University (Penn State), University Park. „To granica ekonomii”.
Ściśle rzecz biorąc, Bitcoiny to nic więcej niż kwoty powiązane z adresami, unikalnymi ciągami liter i cyfr. Na przykład „1Ez69SnzzmePmZX3WpEzMKTrcBF2gpNQ55” to prawie 30 000 Bitcoinów przejętych podczas rozbicia Silk Road — wartych wówczas około 20 milionów dolarów — które zostały wystawione na aukcji przez rząd USA 1 lipca 2014 r.
Te Bitcoiny były dzielone i zmieniały właścicieli wiele razy od tego czasu, a wszystkie te transakcje są publicznie znane. Przeszłe i obecne posiadanie każdego Bitcoina — w rzeczywistości każdej 10-milionowej części Bitcoina — jest sumiennie rejestrowane w „łańcuchu bloków”, stale rosnącym rejestrze publicznym udostępnianym w Internecie. To, co pozostaje ukryte, to prawdziwe tożsamości właścicieli Bitcoinów: zamiast podawać swoje nazwiska, użytkownicy tworzą kod, który służy jako ich cyfrowy podpis w łańcuchu bloków.
Zadanie utrzymania systemu w ruchu i zapobiegania oszustwom powierzono wolontariuszom znanym jako górnicy Bitcoin. Przeliczają oni liczby potrzebne do weryfikacji każdej transakcji. Do tego dochodzi stale rosnące zadanie matematyczne znane jako „dowód pracy”, które sprawia, że górnicy są uczciwi. Obliczenia są tak intensywne, że górnicy używają specjalistycznych komputerów, które działają na tyle gorąco, że utrzymują ciepło w domach, a nawet budynkach biurowych przez całą zimę. Motywacja do całego tego wysiłku jest wbudowana w samego Bitcoina. Akt weryfikacji 10-minutowego bloku transakcji generuje 25 nowych Bitcoinów dla górnika. Tak właśnie powstają Bitcoiny.
Podobnie jak w przypadku każdej waluty, wartość Bitcoina w świecie rzeczywistym ujawnia się, gdy ludzie wymieniają go na towary, usługi i inne waluty. Jeśli nie jesteś górnikiem, możesz otrzymać Bitcoiny tylko od kogoś, kto już je posiada. Powstały firmy, które sprzedają Bitcoiny — po opłacalnej cenie — i udostępniają bankomaty, w których możesz wymienić je na gotówkę. I oczywiście możesz coś sprzedać w zamian za Bitcoiny. Gdy tylko obie strony podpiszą cyfrowo transakcję i zostanie ona zarejestrowana w blockchainie, Bitcoiny są twoje.
W momencie oddawania czasopisma Science do druku kapitalizacja rynkowa Bitcoina, będąca miarą zainwestowanych w niego pieniędzy, wynosiła 5,6 mld USD. Pieniądze te są bardzo bezpieczne przed kradzieżą, o ile użytkownicy nigdy nie ujawniają swoich kluczy prywatnych, długich — i w idealnym przypadku losowo generowanych — liczb używanych do generowania podpisu cyfrowego. Jednak gdy tylko Bitcoin zostanie wydany, rozpoczyna się śledztwo.
Do 2013 roku Bitcoiny warte miliony dolarów były wymieniane na nielegalne narkotyki i skradzione dane tożsamości na Silk Road. Podobnie jak wersja Amazon na czarnym rynku, zapewniał wyrafinowaną platformę dla kupujących i sprzedających, w tym konta powiernicze Bitcoin, forum opinii kupujących, a nawet system reputacji sprzedawców. Towary były wysyłane głównie za pośrednictwem normalnego systemu pocztowego — kupujący wysyłał sprzedawcy adres pocztowy jako zaszyfrowaną wiadomość — a strona zawierała nawet przydatne wskazówki, takie jak sposób pakowania próżniowego narkotyków.
Śledczy po cichu zebrali każdy skrawek danych z Silk Road — od obrazów i tekstu opisującego produkty farmaceutyczne po transakcje Bitcoin, które pojawiają się w blockchainie, gdy transakcje są zamykane. Ostatecznie śledczy musieli powiązać ten ciąg dowodów z jednym kluczowym, brakującym elementem danych: adresami protokołu internetowego (IP) komputerów używanych przez kupujących lub sprzedających.
Wyzwaniem jest to, że sieć Bitcoin jest zaprojektowana tak, aby zacierać korespondencję między transakcjami a adresami IP. Wszyscy użytkownicy Bitcoin są połączeni w sieci peer-to-peer przez Internet. Dane przepływają między ich komputerami jak plotki w tłumie, rozprzestrzeniając się szybko i redundantnie, aż wszyscy uzyskają informacje — a nikt poza autorem nie wie, kto powiedział pierwszy.
Ten system działał tak dobrze, że to niedbalstwo, a nie jakiekolwiek luki w prywatności Bitcoina, doprowadziły do przełomu w śledztwie w sprawie Silk Road. Kiedy Ulbricht, przywódca gangu, zatrudniał pomoc w rozszerzeniu swojej operacji, użył tego samego pseudonimu, który przyjął lata wcześniej, aby publikować ogłoszenia na forach dyskusyjnych o nielegalnych narkotykach; to i inne chwile niedbalstwa sprawiły, że stał się podejrzanym. Kiedy FBI namierzyło jego adres IP w kawiarence internetowej w San Francisco w Kalifornii, przyłapano go na gorącym uczynku logowania się do Silk Road jako administrator.
Inni przestępcy mogliby się pocieszyć, że to była pomyłka; dopóki ostrożnie używałeś Bitcoina, twoja tożsamość była chroniona za kryptograficzną ścianą. Ale teraz nawet to zaufanie zostało nadszarpnięte.
Jednymi z pierwszych badaczy, którzy znaleźli pęknięcie w murze, byli mąż i żona Philip i Diana Koshy. W 2014 roku, jako studenci studiów podyplomowych w laboratorium McDaniela na Penn State, zbudowali własną wersję oprogramowania, którego kupujący i sprzedający używają do wzięcia udziału w sieci Bitcoin. Zostało ono specjalnie zaprojektowane tak, aby było nieefektywne, pobierając kopię każdego pojedynczego pakietu danych przesyłanego przez każdy komputer w sieci Bitcoin. „Chcieliśmy zobaczyć wszystko” — mówi Philip Koshy.
Gdyby dane przepływające przez sieć były idealnie skoordynowane, a komputer każdego wysyłałby i odbierał dane tak często jak reszta, wówczas połączenie adresów Bitcoin z adresami IP mogłoby być niemożliwe. Jednak nie ma koordynacji odgórnej sieci Bitcoin, a jej przepływ jest daleki od doskonałości. Koshysowie zauważyli, że czasami komputer wysyłał informacje o tylko jednej transakcji, co oznaczało, że osoba pod tym adresem IP była właścicielem tego adresu Bitcoin. A czasami fala transakcji pochodziła z jednego adresu IP — prawdopodobnie gdy użytkownik aktualizował swoje oprogramowanie klienta Bitcoin. Transakcje te zawierały klucz do całego zaległego zbioru ich adresów Bitcoin. Podobnie jak rozplątywanie kłębka sznurka, gdy Koshysowie odizolowali niektóre adresy, inne poszły w ich ślady.
Ostatecznie udało im się zmapować adresy IP na ponad 1000 adresów Bitcoin; opublikowali swoje odkrycia w materiałach z mało znanej konferencji kryptograficznej. Niezwykłe jest, aby praca naukowa spowodowała, że zarówno The New York Times, jak i Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA zadzwonili. „To było szaleństwo” — mówi Philip Koshy. Ich technika nie pojawiła się jeszcze w oficjalnym rejestrze sprawy karnej, ale Koshyowie twierdzą, że zaobserwowali tak zwane fałszywe węzły w sieci Bitcoin powiązane z adresami IP w rządowych centrach danych w Wirginii, co sugeruje, że tamtejsi śledczy również wychwytują pakiety danych w celach inwigilacyjnych. (Para od tego czasu opuściła środowisko akademickie, aby podjąć pracę w branży technologicznej).
W miarę jak przestępcy opracowywali coraz bardziej wyrafinowane metody wykorzystywania Bitcoinów, badacze podążali za nimi. Meiklejohn — która twierdzi, że regularnie współpracuje z organami ścigania, ale „nie czuje się komfortowo, omawiając szczegóły” — była jedną z pierwszych badaczek, która badała usługi „mieszania” Bitcoinów. Podstawowym pomysłem jest ochrona anonimowości transakcji poprzez zamianę zapasów Bitcoinów wielu osób, jak w grze w trzy kubki. Ślad kryminalistyczny pokazuje, że pieniądze trafiają do środka, ale potem znikają, ponieważ nie da się stwierdzić, które Bitcoiny należą do kogo po drugiej stronie. „Więc w zasadzie jest to rozwiązanie problemu anonimowości Bitcoinów” — mówi Meiklejohn.
Ale nawet mieszanie ma słabości, które mogą wykorzystać śledczy. Niedługo po zamknięciu Silk Road ktoś z dostępem administracyjnym do jednego z nowo powstających czarnych rynków uciekł z 90 000 Bitcoinów z kont powierniczych użytkowników. Złodziej próbował użyć usługi mieszania, aby wyprać pieniądze, ale nie był wystarczająco cierpliwy, aby ukryć ślady, mówi Meiklejohn. „Trudno jest potajemnie przepchnąć duże ilości Bitcoinów przez usługi mieszania. Jest to niezwykle zauważalne, bez względu na to, jak to zrobisz”. Thomas Jiikovský, mężczyzna objęty śledztwem czeskiej policji, jest podejrzewany o bycie złodziejem, o którym mowa.
Piękno Bitcoina, z punktu widzenia detektywa, polega na tym, że blockchain rejestruje wszystko. „Jeśli złapiesz dilera z narkotykami i gotówką na ulicy, złapiesz go na popełnieniu jednego przestępstwa” — mówi Meiklejohn. „Ale jeśli złapiesz ludzi korzystających z czegoś takiego jak Silk Road, odkryjesz całą ich kryminalną historię” — mówi. „To jak odkrywanie ich książek”.
Dokładnie taki scenariusz rozgrywa się teraz. 20 stycznia tego roku 10 mężczyzn zostało aresztowanych w Holandii w ramach międzynarodowego nalotu na nielegalne rynki narkotykowe online. Mężczyzn złapano na zamianie swoich Bitcoinów na Euro na kontach bankowych za pomocą komercyjnych usług Bitcoin, a następnie wypłacaniu milionów dolarów w gotówce z bankomatów. Ślad adresów Bitcoin rzekomo łączy wszystkie te pieniądze z nielegalną sprzedażą narkotyków online śledzoną przez FBI i Interpol.
Jeśli niedociągnięcia Bitcoina w zakresie prywatności odstraszą użytkowników, waluta ta szybko straci na wartości. Jednak popyt na prywatność finansową nie zniknie, a nowe systemy już powstają. „Nie uważam, że ludzie mają prawo wiedzieć, chyba że zostanie to ujawnione, ile gotówki mam w portfelu, tak samo jak nie uważam, że ktokolwiek powinien wiedzieć, jakie rozmowy prowadzę z kimkolwiek innym” — mówi Ryno Matthee, programista oprogramowania z Somerset w Republice Południowej Afryki.
Matthee jest częścią zespołu, który w tym roku uruchamia nowy anonimowy rynek internetowy o nazwie Shadow, który będzie używał własnej kryptowaluty ShadowCash. Celem nie jest ułatwianie nielegalnych transakcji, mówi Matthee. To użytkownicy, którzy administrują systemem, będą musieli go nadzorować, mówi, ale aby pomóc zapobiegać nadużyciom, „dołożymy wszelkich starań, aby odfiltrować znane słowa kluczowe dla narkotyków lub czegoś gorszego”.
Shadow to nie jedyny konkurent Bitcoina. Obecnie istnieje wiele alternatywnych kryptowalut. Niektórzy eksperci przewidują, że jedna z nich może w końcu stać się popularna. Niektóre banki już polegają na kryptowalucie o nazwie Ripple do rozliczania dużych globalnych przelewów pieniężnych. A rząd USA „współpracuje ze społecznością kryptowalut i uczy się od niej” — mówi Bill Gleim, szef uczenia maszynowego w Coinalytics, firmie z siedzibą w Menlo Park w Kalifornii.
Gleim uważa, że rząd federalny wyemituje własną kryptowalutę, „może już pod koniec 2016 r.” Jeśli tak, prawdopodobnie będzie wymagać od użytkowników weryfikacji ich tożsamości w świecie rzeczywistym. To mogłoby zniweczyć cel kryptowaluty w oczach obrońców prywatności i przestępców. Albo i nie: w tej technologicznej grze w kotka i myszkę następny ruch może należeć do przestępców.
Podarować
Identyfikator Binance: 295688176